„Czy nie boisz się, że zadzwonię do moich znajomych?” – zapytał oburzony woźny gdy zwróciłem mu uwagę na jego pracę.

Dziś przyszedł kolejny rachunek za moje mieszkanie – czynsz i media. Kwota zawsze wydawała mi się wysoka, biorąc pod uwagę wielkość mieszkania i fakt, że ogrzewanie nie jest wliczane w cenę (około trzydzieści siedem metrów kwadratowych). Płacę około tysiąc pięćset złotych.

Zwykle nie roztrząsałem tego przesadnie i po prostu płaciłem ale tym razem postanowiłem sprawdzić skąd biorą się wszystkie koszty.

Poza oczywistymi kwestiami jak ciepła woda czy prąd na liście znajdował się tajemniczy punkt – „dbanie o czystość budynku”. Za tę część płaciłem ponad trzysta pięćdziesiąt złotych!

I wszystko to byłoby zrozumiale gdyby nie fakt, że parapety i klatka schodowa pokryte są przez cały czas kurzem, a wokół budynku rozrzuconych jest mnóstwo śmieci.

Widocznie obecny woźny ma dość luźne podejście do sprawy i ani razu nie widziałem go w trakcie pełnienia obowiązków. Trzy miesiące wcześniej na tym stanowisku znajdowała się starsza, miła kobieta, która zawsze świetnie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Została jednak zwolniona gdyż, rzekomo, była już za stara na tak ciężką pracę.

To co, natomiast, mężczyzna robił świetnie to stanie godzinami pod budynkiem ze znajomymi lub rodziną i rozmowy. Byłem zły, że jedna czwarta moich opłat idzie na coś, co nie istnieje.

Wracając dziś po pracy ujrzałem następujący obraz: śmieci i butelki porozsypywane wokół ławeczki, a na tej ławeczce wygodnie siedzi Pan woźny wpatrzony w telefon. Rozumiem, że to nie on nabałaganił ale chyba właśnie do jego obowiązków należało zajęcie się takim problemem.

W każdym razie, zezłościło mnie to więc postanowiłem zagadać:

– Przepraszam, może nie powinienem Pana pouczać ale czy przypadkiem sprzątanie terenu nie jest częścią Pana obowiązków?

Woźny odwrócił wzrok od telefonu, dokładnie zmierzył wzrokiem mnie i mój samochód po czym odparł:

– To dobry samochód, szkoda by było gdyby coś mu się stało.

Zaskoczyło mnie to ale jednocześnie wprawiło w jeszcze bardziej bojowy nastrój.

– Nie dość, że nie spełnia Pan swoich obowiązków to jeszcze próbuje mi grozić? Może być Pan pewny, że ja tak tego nie zostawię. – wyrzuciłem z siebie

– Zrób to, jeśli nie boisz się, że zadzwonię do moich znajomych. – w tych słowach wyraźnie wyczuwalna była kolejna groźba

W tym momencie zdałem sobie sprawę, że ta rozmowa nie ma sensu. Postanowiłem przygotować w domu skargę na tego mężczyznę i firmę zarządzającą posesją. Dodatkowo, na wszelki wypadek, zacząłem parkować swój samochód na innym parkingu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − dwa =

„Czy nie boisz się, że zadzwonię do moich znajomych?” – zapytał oburzony woźny gdy zwróciłem mu uwagę na jego pracę.