Czasy się powtarzają, ludzie się zmieniają

Dzisiaj znów myślałem o tym, jak różni bywają ludzie, choć czasy się nie zmieniają.

— Taśka, czy ty masz w ogóle jeszcze odrobinę sumienia?! — zapytała drżącym głosem Olga swoją młodszą siostrę.

— Olu, tobie akurat o sumieniu mówić! My z mamą już się naopiekowałyśmy, teraz wasza kolej. Niech Roma i ty się pomęczycie ze starą kobietą w jednym mieszkaniu. Mamy dość! — Tę ostatnią frazę Tasia wypowiedziała szczególnie głośno i rzuciła słuchawką.

W telefonie rozległy się krótkie sygnały. Olga przez chwilę milczała, po czym cicho mruknęła:

— Bezczelna… No po prostu bezczelna…

Olga i Tatiana były rodzonymi siostrami. Ich rodzice, Grzegorz i Helena Kowalscy, pobrali się jeszcze na studiach. Rok później na świat przyszła ich pierwsza córka, Olka. Żyli bardzo skromnie — starczało ledwie na najpotrzebniejsze rzeczy.

Po kilku latach Grzegorz dostał od zakładu pracy dwupokojowe mieszkanie. Życie stało się lżejsze. Helena dorabiała, ucząc prywatnie gry na pianinie. Gdy Olka skończyła dziesięć lat, urodziła się Tasia.

Młodsza córka stała się oczkiem w głowie rodziców. Spełniali każde jej kaprysy. Dziewczynka szybko to zauważyła i celowo próbowała postawić na swoim.

— Olu, przecież jesteś starsza! Ustąp siostrze! — upomniała córkę Helena.

— Mamo, po co jej ten zeszyt? Kupiłam go dla siebie, ona jest jeszcze za mała!

— Chcę, mamo, chcę… — Tasia zalała się łzami.

I w następnej chwili upragniona rzecz lądowała w jej rękach. Nie chciała uczyć się czytać, nie chciała chodzić do logopedy. Żądała tylko, by wszystko szło po jej myśli. Gdy ktoś się sprzeciwiał, wybuchała awantura.

Gdy Olka miała szesnaście lat, a Tasia sześć, rodzinnę dotknęła tragedia. Grzegorz zmarł na zawał w pracy. Koledzy, sąsiedzi — wszyscy współczuli. Młody jeszcze, czterdzieści lat, życie przed nim…

Helena pogrążyła się w żałobie. Przestała zauważać wszystko dookoła. Całą miłość przelała na najmłodszą, która była żywym obrazem ojca.

— Mamo, moje dżinsy są już zniszczone, a Ty wciąż kupujesz Tasce nowe sukienki! — irytowała się Olga.

— Olu, nie przesadzaj! Jesteś już dorosła. Skoro tak ci zależy, znajdź pracę i kup sobie, co chcesz. A Tasia… biedactwo, straciła tatę tak wcześnie… — Helena otarła łzę.

Olga skończyła szkołę i wyjechała na studia do Krakowa.

— Myślałam, że będę tęsknić, ale wiesz co? To nawet lepiej! Zrobię Tasie remont w pokoju — królewna będzie zachwycona! — mówiła podekscytowana Helena.

— Mamo, czyli jak wyjadę, wyrzucisz moją kanapę? Przecież przyjeżdżam na weekendy…

— No oczywiście! To stary grat! Będziesz spała ze mną albo w kuchni. Rozkładane łóżko mamy. Tasia musi mieć swój pokój — szkoła przed nią!

We wrześniu Olga wyjechała, a Helena rozpoczęła remont.

— Mogłaś wyjechać wcześniej, Olu! Tasia nie może się doczekać swojego pokoju! — narzekała przez telefon.

— Mamo, po co ten remont? Pokój był w porządku! A tak w ogóle — zbieramy na „Otrzęsiny”. Przelej mi trochę grosza.

— Jak chcesz pieniądze, znajdź pracę! Wzięłam kredyt na remont, a Tasia wyrasta z ubrań. Do tego kino, lody… wydatki rosną!

— A mnie już nie stać? — spytała urażona Olga.

— Jesteś dorosła. Ja w twoim wieku dorabiałam. Tasia to dziecko, a do tego tragedię przeżyła…

— Mamo, ja też straciłam tatę!

— Ale ty jesteś duża! Czas wziąć się za siebie! — odcięła się Helena.

Olga rzadko wracała do domu. Znalazła pracę w weekendy, poznała Romka, wzięli ślub i wzięli kredyt.

— Córciu, pomogłabym, ale sama rozumiesz… Tasia musi mieć korepetycje! — tłumaczyła Helena.

— Ja się uczyłam bez korepetytorów!

— Wtedy były inne czasy! A teraz Tasia chce iść na tłumacza — pewnie na płatne studia. Wy już dacie radę! — zakończyła temat.

Gdy Olga urodziła Krzysia, poprosiła matkę o pomoc.

— Jak ja mogę wyjechać?! Tasia przygotowuje się do matury! — oburzyła się Helena.

— Ja też zdawałam, i to gdy tata umarł…

— To było dawno! Teraz chcę, by Tasia miała lepiej!

Tasia skończyła studia, wyszła za mąż i zamieszkała z mężem u Heleny. Urodziła Marcela. Babcia uwielbiała wnuka — dostał wszystko, czego zapragnął.

— Mamo, zwolniłaś się z pracy? — spytała raz Olga.

— Tak. Marcel chodzi do szkoły poza rejonem — muszę go wozić.

— Mamo, to dwadzieścia minut autobusem! Porozmawiam z Tasią…

— Nie! Marcel jest zdolny! Nie mogę go zmarnować!

Minęły lata. Marcel podrósł, a Tasia z mężem kupili mieszkanie i wyprowadzili się. Helena dostała zawału.

— Tasiu, musisz wziąć mamę do siebie! — nalegała Olga.

— Oszalałaś?! Mamy nowe mieszkanie z remontem! To kosztowało fortunę!

— To znaczy, że mama zostanie sama?!

— A czemu do was nie pójdzie? My już mamy dość! — rzuciła Tasia, przerywając połączenie.

Helena wróciła do pustego mieszkania. Olga i Roman zabrali ją do siebie. Pewnego dnia matka rozpłakała się:

— Olu, przepraszam… Zawsze ciebie odsuwałam… A ty taka dobra jesteś…

— Mamo, przestań. Weź sobie uczniów — jesteś wspaniałą nauczycielką.

— Nie będę wam przeszkadzać?

— Jesteś u nas kochaniana.

Kilka tygodni później zadzwoniła Tasia. Olga myślała, że siostra wreszcie odczuwa wyrzuty.

— Cześć. Mama zostaje u was na stałe?

— Tak. Już lepiej, nawet uczniów bierze…

— No to wynajmę jej mieszkanie. Marcelowi korepetycje potrzebne… — Tasia przerwała rozmowę.

Słuchawka milczała.

Dziś już wiem, że niektórzy nigdy się nie zmieniają. Miłość nie zawsze jest sprawiedliwa, lecz warto być dobrym, nawet jeśli inni tego nie doceniają.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście + 17 =

Czasy się powtarzają, ludzie się zmieniają