Czasy są niezmienne, ludzie się zmieniają

Czasy zawsze są takie same, tylko ludzie się zmieniają.

— Danka, czy ty masz jeszcze choć odrobinę sumienia? — drżącym głosem zapytała Alicja młodszą siostrę.
— Alu, komu ty możesz mówić o sumieniu? My z mamą już odchorowałyśmy swoje, teraz wasza kolej! Niech Roma i ty się pomęczycie ze starszą osobą w mieszkaniu. Mamy już dość! — ostatnie słowa Danuta wypowiedziała szczególnie głośno i rzuciła słuchawkę.

Alicja usłyszała w telefonie krótkie sygnały. Przez chwilę milczała, a potem cicho powiedziała:
— Bezwstydnica! No po prostu bezwstydnica…

Alicja i Danuta były rodzonymi siostrami. Ich rodzice — Krzysztof Bogumił i Zofia Janina — pobrali się jeszcze jako studenci. Rok po ślubie na świat przyszła ich pierwsza córka, Alusia. Młoda rodzina żyła bardzo skromnie, ledwo starczało na najpotrzebniejsze rzeczy.

Po kilku latach Krzysztof dostał od zakładu pracy dwupokojowe mieszkanie. Życie stało się łatwiejsze. Zofia też nie próżnowała — uczyła nie tylko w szkole muzycznej, ale i dawała prywatne lekcje wieczorami, zarabiając nieźle. Gdy Ala skończyła dziesięć lat, urodziła się druga córeczka — Danka.

Rodzice rozpieszczali młodszą córkę bez pamięci. Każdy kaprys i zachcianka Tosi spełniana była natychmiast. Dziewczynka szybko zrozumiała tę prawidłowość i celowo starała się „przyciągnąć kołdrę” na swoją stronę.

— Alu, ty jesteś starsza! Ustąp młodszej siostrze! — po raz kolejny upomniała Zofia.
— Mamo, po co jej ten zeszyt? Kupiłam go dla siebie, ona jeszcze za mała!
— Chcę, mamo, chcę… — szlochała Danusia.
I za chwilę pożądana rzecz lądowała w jej rękach. Danka nie chciała się uczyć czytać, nie chciała chodzić do logopedy. Chciała tylko, by wszystko działo się po jej myśli. Gdy ktoś śmiał się sprzeciwić, wybuchała awantura z wszystkimi konsekwencjami.

Gdy Alicja skończyła szesnaście lat, a Danusia sześć, w rodzinie wydarzyła się straszna tragedia. Krzysztof zmarł nagle na zawał serca w pracy. Koledzy, sąsiedzi, przyjaciele żałowali — taki młody, ledwie czterdzieści lat, mógł jeszcze żyć, dzieci wychowywać, wnuki doczekać. Ale los zadecydował inaczej…

Najbardziej tęskniła za mężem Zofia. Coś w niej pękło, kobieta przestała zauważać świat wokół. Nawet starsza córka prawie jej nie interesowała. Całą uwagę, miłość i troskę Zofia skierowała ku siedmioletniej Danusi. Dziewczynka była żywym portretem zmarłego męża.

— Mamo, moje dżinsy są już zniszczone, a ty wciąż kupujesz Danki nowe sukienki! Już cała szafa pęka! — oburzała się Ala.
— Alu, przestań marudzić! Jesteś już prawie dorosła. Skończysz szkołę, pójdziesz na studia, zaczniesz pracować i kupisz sobie, co zechcesz. A Danusia — biedactwo, w takim wieku bez taty! A jak on ją kochał, jak rozpieszczał… — Zofia ocierała łzę.

Alicja skończyła liceum i wyjechała na studia do innego miasta.
— Myślałam, Alu, że będę żałować, kiedy wyjedziesz. Ale wiesz co? Teraz nawet dobrze! Chcę zrobić Danusi pokój jak dla księżniczki! — entuzjazmowała się Zofia.
— Mamo, mówisz, że wyrzucisz moją kanapę, gdy wyjadę? Przecież planuję przyjeżdżać na weekendy… — w głosie Ali zabrzmiał żal.
— Naturalnie! Po co to stare graty? Przyjedziesz — prześpisz się ze mną albo na kuchni. Mamy rozkładany fotel. Rozumiesz, chcę, by Danusia miała swój pokój. Przed nią jeszcze cała szkoła.

We wrześniu Alicja wyjechała, a wkrótce Zofia zaczęła gruntowny remont.
— Alu, powinnam była cię wyprawić wcześniej! Żeby remont skończyć przed szkołą. Danusia nie może się doczekać nowego pokoju! — zwierzała się przez telefon.
— Mamo, po co ten remont? Pokój był w porządku! A tak przy okazji — zbieramy na „Otrzęsiny”. Przelejesz mi coś?
— Alu, jeśli potrzebujesz pieniędzy, idź i zarób sama! Remont kosztuje, wzięłam kredyt. A Danusia wyrosła z ubrań, trzeba nowe kupić. Wydatki ogromne — kino, lody…
— Mamo, przecież jej wszystko kupujesz! A ja co, gorsza jestem?
— Jesteś dorosła, poradzisz sobie. Ja w twoim wieku dorabiałam i żyję. A Danusia taka mała jeszcze, taka tragedia ją spotkała…
— Mamo, ja też straciłam tatę!
— No ale ty jesteś duża! Czas się usamodzielnić! — ucinała Zofia.

Do domu Alicja wracała rzadko. Szybko znalazła pracę na weekendy. Poznała Romana, zamieszkali razem na wynajmowanym, wzięli ślub i kredyt hipoteczny.
— Córciu, pomogłabym wam z kredytem, ale wiesz, jaka u nas sytuacja…
— Jaka, mamo?
— No jak to?! Danusia się uczy, korepetycje kosztują fortunę!
— Ja się uczyłam bez korepetytorów i żyję!
— Wtedy były inne czasy! A Danusia chce iść na tłumacza, pewnie na płatne studia, muszę odkładać. Wy dacie radę! Nie jesteście dzieci. A jak trudno, to trudno — trzeba było przemyśleć, zanim wzięliście kredyt!

Alicja nie dyskutowała. Wiedziała, że w życiu matki od dawna rządzi Danuta i jej zdanie jest święte.

Wkrótce Alicja i Roman doczekali się pierworodnego — Krzysia.
— Mamo, może przyjedziesz pomóc z Krzysiem?
— Alu, jak ja mogę wyjechać? Danusia przygotowuje się do matury! Muszę ją nakarmić, pomóc…
— Mamo, gdy ja zdawałam maturę, było mi jeszcze trudniej. Tata właśnie wtedy umarł.
— To było dawno! Teraz chcę, by Danusi było lepiej niż innym.

Danuta skończyła płatne studia. Zofia oszczędzała na wszystkim. Wnukowi na urodziny dawała najtańsze prezenty, tłumacząc: „Liczy się przyszłość Danusi, a zabawki to tylko plastik”.

Danuta szybko wyszła za mąż i zamieszkała z mężem u Zofii. Dwa lata później urodził się Sławek. Babcia uwielbiała drugiego wnuka. Chłopiec miał wszystko. Alicja dawno już nie wtrącała się w rodzinne sprawy. Zgadzała się tylko z matką w jednym — Sławek był kopią Danusi, równie roA gdy pewnego dnia Alicja odwiedziła matkę i zobaczyła, jak Zofia patrzy ze smutkiem na zdjęcie Krzysztofa, zrozumiała, że prawdziwa miłość nie wymaga ciągłego przypominania o swojej potrzebie — wystarczy, że jest cierpliwa i zawsze gotowa wybaczyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + dziewięć =

Czasy są niezmienne, ludzie się zmieniają