Czasy zawsze te same, ludzie różni
— Danusiu, czy w ogóle masz jeszcze choć odrobinę sumienia? — drżącym głosem zapytała Wanda młodszą siostrę.
— Wandziu, akurat ty możesz mówić o sumieniu! My z mamą już się napatoczyłyśmy, teraz wasza kolej. Weźcie ją do siebie, niech Romek też się pomęczy ze starszą osobą w mieszkaniu. My mamy dość! — ostatnie słowa Danuta wypowiedziała szczególnie głośno i rzuciła słuchawkę.
Wanda usłyszała w telefonie serie krótkich sygnałów. Zamilkła na chwilę, po czym cicho szepnęła:
— A to bezczelna! No bezczelna…
…Wanda i Danuta były rodzeństwem. Ich rodzice — Grzegorz i Helena Kowalscy pobrali się jeszcze na studiach. Rok po ślubie na świat przyszła pierwsza córka, Wandzia. Młoda rodzina żyła oczywiście bardzo skromnie. Pieniędzy starczało ledwie na najpotrzebniejsze rzeczy.
Po kilku latach Grzegorz dostał od zakładu pracy dwupokojowe mieszkanie. Życie stało się łatwiejsze. Helena też nie ograniczała się do pracy w szkole muzycznej — udzielała prywatnych lekcji, dzięki czemu zarabiała całkiem nieźle. Gdy Wanda skończyła dziesięć lat, urodziła się Danusia.
W młodszą córkę rodzice wprost nie mogli się napatrzeć. Każdy kaprys i zachcianka Danusi była spełniana bez dyskusji. Dziewczynka szybko to zauważyła i celowo starała się „przyciągnąć kołdrę” na swoją stronę.
— Wandziu, przecież jesteś starsza! Ustąp młodszej! — raz po raz upominała córkę Helena.
— Mamo, po co jej ten notes? Kupiłam go dla siebie, ona jest jeszcze za mała!
— Chcę, mamo, chcę… — zawodziła Danusia.
I już w następnej chwili upragniony przedmiot lądował w jej rękach. Danusia nie chciała uczyć się czytać, nie chciała chodzić na zajęcia z logopedą. Chciała tylko, żeby wszystko było po jej myśli. Gdy ktoś śmiał się sprzeciwić, zaczynała się awantura.
Gdy Wanda miała szesnaście lat, a Danusia sześć, w rodzinie wydarzyła się tragedia. Grzegorz zmarł nagle na zawał w pracy. Wszyscy współczuli — taki młody, czterdzieści lat, życie dopiero przed nim. Dzieci wychowywać, wnuków doczekać. Ale los zdecydował inaczej…
Najbardziej tęskniła oczywiście żona. W tym czasie coś w niej pękło. Nagle przestała widzieć świat wokół. Nawet starsza córka nie budziła jej zainteresowania. Całą uwagę, miłość i troskę Helena skupiła na siedmioletniej Danusi. Dziewczynka była żywym portretem zmarłego męża.
— Mamo, moje dżinsy się już rozlatują, a ty Danusi ciągle nowe sukienki kupujesz! Całą szafę tym zapchałaś! — irytowała się Wanda.
— Wandziu, przestań już marudzić! Jesteś prawie dorosła. Niedługo skończysz szkołę, pójdziesz na studia. Jak zaczniesz pracować, kupisz sobie, co tylko zechcesz. A Danusia — biedactwo, w takim wieku bez taty! A jak on ją kochał, jak rozpieszczał… — Helena ocierała łzę.
Wanda skończyła liceum i wyjechała na studia.
— Myślałam, że będę tęsknić, gdy wyjedziesz. A teraz nawet dobrze! Chcę Danusi zrobić remont w pokoju. Żeby miała jak prawdziwa księżniczka! — opowiadała z zapałem Helena.
— Mamo, czyli chcesz wyrzucić moją sofę, jak tylko wyjadę? A ja przecież planowałam przyjeżdżać na weekendy… — Wanda mówiła z lekką urazą.
— Naturalnie, że wyrzucę! Po co to stare rupiecie? Możesz przyjeżdżać — prześpisz się ze mną w pokoju albo na kuchni. Mamy składane łóżko. Rozumiesz, chcę, żeby Danusia miała swój pokój. Przecież całą szkołę jeszcze przed nią.
We wrześniu Wanda wyjechała, a Helena zaczęła remont.
— Wando, powinnam była cię wyprawić wcześniej! Żeby remont skończyć przed rokiem szkolnym. Danusia nie może się doczekać swojego pokoju — Helena dzieliła się refleksjami przez telefon.
— Mamo, nie rozumiem, po co ten remont. Pokój był w porządku! A tak w ogóle, zbieramy na „Otrzęsiny”. Przelej mi coś, proszę.
— Wanda, słuchaj — jeśli potrzebujesz dodatkowych pieniędzy, idź i zarób sama, zamiast żebrać u mnie! Remont kosztuje, wzięłam kredyt. A Danusia wyrasta z ubrań, trzeba jej kupić nowe. Wydatki ogromne — kino, lody, ciągle coś nowego… — jęczała Helena.
— Mamo, ale jej wszystko kupujesz! A ja nie zasługuję?! — urażonym głosem spytała Wanda.
— Bo ty jesteś dorosła. Możesz już o siebie zadbać sama. Ja w twoim wieku dorabiałam i jakoś przeżyłam. A Danusia — to dziecko! I bez taty, taka tragedia…
— Mamo, ja też straciłam tatę! — przypomniała Wanda.
— Ale ty byłaś już duża! Czas się usamodzielnić! — Helena mówiła stanowczo.
Wanda rzadko odwiedzała dom. W weekendy zaczęła pracować. Poznała Romka. Najpierw wynajęli mieszkanie, potem wzięli skromny ślub i kredyt.
— Córciu, pomogłabym wam z kredytem, ale sytuacja u nas trudna… — skarżyła się Helena.
— Jaka sytuacja, mamo?
— No jak to?! Danusia się uczy, korepetycje kosztują majątek!
— Ja uczyłam się bez korepetycji i dałam radę!
— Wtedy były inne czasy! Danusia chce iść na anglistykę. Pewnie będzie płatna, więc muszę oszczędzać. Wy z Romkiem dacie radę sami. Nie pierwszyzna! A jak ciężko, to trzeba było lepiej przemyśleć, zanim braliście kredyt! — Helena nie pozostawiała wątpliwości.
Wanda nie dyskutowała. Wiedziała, że od lat rodziną rządzi Danuta i jej zdanie jest święte.
Wkrótce Wanda i Romek doczekali się synka, Krzysia.
— Mamo, może przyjedziesz pomóc z Krzysiem?
— Wandziu, jak ja mam wyjechać? Danusia przygotowuje się do matury… Rozumiesz? Muszę jej pomóc, gotować coś porządnego.
— Mamo, gdy ja zdawałam maturę, też nie było łatwo. A do tego wtedy tata umarł.
— To było dawno! Teraz chcę, żeby Danusi było lepiej niż innym.
Danusia skończyła płatne studia. Helena oszczędzała na wszystkim. Jedynemu wnuczkowi na urodziny dawała najtańsze prezenty, tłumacząc: „Najważniejsza jest przyszłość Danusi, a zabawki to tylko kawałek plastiku”.
Danuta zaraz po studiach wDanuta i jej mąż wkrótce kupili luksusowe mieszkanie w Warszawie, zostawiając matkę samą w starej kamienicy, ale gdy Wanda z mężem przyjechali po Helenę, starsza kobieta uśmiechnęła się przez całe dnie, widząc, jak Krzysio bawi się w ogrodzie.



