Czas się nie zmienia, ludzie są inni

Czasy zawsze takie same, ludzie różni

— Danuś, choć odrobina sumienia ci została?! — drżącym głosem zapytała Olga młodszą siostrę.
— Olu, komu by o sumieniu gadać, tylko nie tobie! My z matką już swoje przeżyłyśmy, teraz wasza kolej. Pouczaipiszcie trochę z Romkiem, jak to jest mieszkać ze staruszką. My mamy dość! — ostatnie słowa Danuta wykrzyczała szczególnie głośno i rzuciła słuchawkę.
Olga usłyszała w telefonie krótkie sygnały. Przez chwilę milczała, w końcu szepnęła:
— Bezczelna! No po prostu bezczelna…

Olga i Danuta były rodzonymi siostrami. Ich rodzice — Grzegorz Aleksandrowicz i Helena Nikolaewna — pobrali się jeszcze jako studenci. Rok po ślubie u młodej pary urodziło się pierwsze dziecko — córeczka Ola. Żyli oczywiście bardzo skromnie, ledwie starczało na najpotrzebniejsze.

Po kilku latach Grzegorz dostał od zakładu, w którym pracował, dwupokojowe mieszkanie. Życie stało się lżejsze. Helena też nie próżnowała — uczyła nie tylko w szkole muzycznej, ale i dawała prywatne lekcje wieczorami, dorabiając niemało. Gdy Ola skończyła dziesięć lat, na świat przyszła druga córka — Danusia.

W młodszą dziewczynkę rodzice wprost nie mogli się nacieszyć. Każdy kaprys i zachcianka Danki spełniana była natychmiast. Szybko też dziewczynka zorientowała się w sytuacji i celowo ciągnęła „koc” na swoją stronę.

— Olu, ty jesteś starsza! Ustąp młodszej! — po raz kolejny zbeształa córkę Helena.
— Mamo, po co jej ten zeszyt? Kupiłam go sobie, ona jeszcze mała!
— Chcę, mamo, chcę… — zanosiła się płaczem Danusia.
W następnej chwili upragniona rzecz lądowała w jej rączkach. Danka nie chciała uczyć się czytać, nie chciała chodziź na logopedę. Chciała tylko, by wszystko było po jej myśli. Gdy ktoś śmiał się sprzeciwić, wybuchała awantura ze wszystkimi konsekwencjami.

Gdy Ola miała szesnaście, a Danusia sześć lat, w rodzinie wydarzyła się straszna tragedia. Grzegorz zmarł nagle na zawał w pracy. Koledzy, sąsiedzi, przyjaciele — wszyscy żałowali: „Taki młody, czterdzieści lat, mógł żyć, wnuków doczekać…”. Lecz los zadecydował inaczej.

Najbardziej oczywiście cierpiała żona. Coś w niej wtedy pękło. Przestała widzieć cokolwiek wokół. Nawet starsza córka niewiele ją obchodziła. Całą miłość i troskę przelała na nową siedmiolatkę, która była żywym portretem nieboszczyka.

— Mamo, moje dżinsy już się rozlatują, a ty Dance wciąż nowe sukienki kupujesz! Już całą szafę zapchała! — oburzała się Ola.
— Olu, przestań marudzić! Jesteś prawie dorosła. Skończysz szkołę, pójdziesz na studia, zaczniesz pracować — kupisz sobie, co zechcesz. A Danusia — biedactwo, w takim wieku bez ojca… Jak on ją kochał, jak rozpieszczał… — Helena ocierała łzę.

Ola skończyła liceum i wyjechała na studia.
— Myślałam, że będę tęsknić, gdy wyjedziesz. A wiesz co? To nawet dobrze! Chcę Danusi odnowić pokój. Żeby miała prawdziwie księżniczkowy! — rozmarzyła się Helena.
— Mamo, czyli mój tapczan wyrzucisz, gdy wyjadę? A ja przecież w weekendy chciałam przyjeżdżać… — powiedziała urażona Ola.
— No jasne, że wOla westchnęła ciężko, patrząc na matkę, która wciąż nie widziała, że życie już dawno rozdzieliło ich na zawsze, i odłożyła słuchawkę, postanawiając, że od teraz jej własna rodzina będzie dla niej najważniejsza.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + dwa =

Czas się nie zmienia, ludzie są inni