Wiele lat temu, młoda kobieta Sylwia, poznała Aleksandra. Zakochali się w sobie, pobrali i mieli dwójkę dzieci. Sylwia poświęcała swoim dzieciom dużo czasu, były dobrze ubrane, czyste i dobrze odżywione. Dzieci dorosły i ukończyły szkołę. Córka poszła na uniwersytet, a syn studiował inżynierię radiową. Aleksander zmarł niespodziewanie, miał zawał mięśnia sercowego. Sylwia została sama w wieku czterdziestu dziewięciu lat.
– Dlaczego sama? – pocieszała się – przecież mam dzieci.
Tymczasem dzieci nadal mieszkały z matką. Najstarsza córka, sprowadziła do domu swojego męża i z czasem pojawiły się wnuki. Mieszkanie było małe, ale nie przeszkadzało to Sylwii. Było ciasno, ale nie niewygodnie. Jednak dzieciom przeszkadzały ciasne warunki.
Córka rościła sobie prawo do bycia jedyną właścicielką kuchni. Syn zaprosił swoich przyjaciół, a matka poprosiła go, aby nie wychodził z pokoju. Powoli, ale pewnie, kłótnie przerodziły się w sprzeczki.
– Jesteśmy rodziną – przekonywała dzieci matka.
– To zbyt duża rodzina – powiedziała córka.
– Powinnaś przenieść się do starego domku babci. Dom tam jest kamienny, ciepły. Jest cicho i spokojnie – przekonywał Sylwię jej syn.
Kobieta zgodziła się. Oczywiście, dom jest ciepły, a wokół panuje cisza i spokój. Jedynym problemem było to, że do sklepu były trzy kilometry, a sąsiedzi pojawiali się bardzo rzadko. Sylwia bała się tam mieszkać, ale jej siostrzenica Daria, wyciągnęła Sylwię z jej samotnego życia.
W małym jednopokojowym mieszkaniu, znalazło się miejsce na drugie łóżko. Ciotka i siostrzenica, często piły herbatę w kuchni. Kiedy córka i syn, dowiedzieli się o przeprowadzce Sylwii do Darii, nawet się ucieszyli. Postanowili nawet raz odwiedzić matkę. Chociaż, prawdopodobnie, gdyby nie kwestia pieniędzy, nawet by nie przyjechali. Krótko mówiąc, przyszli prosić matkę o pieniądze na opłacenie czynszu za ich duże, trzypokojowe mieszkanie i błagać o grosz na prezenty dla dzieci. Oczywiście nie dostali żadnych pieniędzy. Zamiast tego, Daria zagroziła, że wyrzuci ich z domu, jeśli kiedykolwiek wrócą z tak bezczelną prośbą.



