Dziś zapisuję w dzienniku historię, która otworzyła mi oczy.
„Wieczór, proszę państwa. Sąsiadka z dołu zgłosiła hałas i krzyki z waszego mieszkania” – na progu stał dzielnicowy. „Mogę wejść?”
„Oczywiście” – powiedziała drżącym głosem Kasia. „Tylko uspokoję synka.”
W rzeczywistości Kasia trzęsła się nie z powodu policji, ale dlatego, że mąż znowu ją pobił. Tym razem za to, że wylała całą wódkę do kibla. Kiedy Tomek to odkrył, wpadł w szał:
„Jestem facetem i mam prawo się zrelaksować po pracy! Ty siedzisz w domu na macierzyńskim, odpoczywasz, a ja haruję na budowie! Idź i kup mi butelkę!”
„Nie pójdę” – odparła Kasia. „Codziennie jesteś pijany, syn już się ciebie boi. Jasiek ma rok, a już widział za dużo! Przestań pić, Tomek!”
Pod wrzask dziecka matka znów dostała lanie. Sąsiadka Bronisława usłyszała hałas i, jak zwykle, zrobiła to, co robiła zawsze w podejrzanych sytuacjach – wezwała policję.
Bronisława to była historia sama w sobie. Nie dało się jej po prostu nie lubić – sąsiedzi jej nie znosili. Na każdego kiedyś doniosła – do urzędu, spółdzielni, a nawet do opieki społecznej.
„Sądzę, że matka tego Wojtka z piątego piętra go nie karmi. Tak schudł i chodzi jak żebrak” – dzwoniła do opieki. „Trzeba tę rodzinę sprawdzić, matka zawsze taka uśmiechnięta – na pewno coś bierze.”
Pracownica opieki przyjęła zgłoszenie, obiecując interwencję. Biedna matka Wojtka, który miał skłonność do nadwagi, była w szoku, gdy zjawiła się komisja. Okazało się, że chłopiec był na diecie, bo w wieku dziewięciu lat ważył jak nastolatek. Dieta działała, więc mama była zadowolona. A co do ubrań – Wojtek był żywiołowy, więc ubrania szybko się niszczyły.
Ale Bronisława o tym nie wiedziała, bo unikała sąsiadów.
Starsi mieszkańcy opowiadali, że kiedyś, dawno temu, włamali się do jej mieszkania złodzieje. Od tamtej pory przestała ufać ludziom, przekonana, że to sąsiedzi wydali ją i męża, którzy właśnie wyjęli pieniądze na starego Malucha. Mąż zginął w bójce, broniąc dobytku, a Bronisława nigdy się nie pozbierała i już nie wyszła za mąż.
Młodzi sąsiedzi nie znali tej historii.
„Sprzątaj po swoim psie, modne teraz rozrzucanie kup po trawnikach!” – krzyczała na młodego sąsiada, który wyganiał psa wieczorem.
„Jak ci się nie podoba, wtedy ty sprzątaj, stara jędzo” – prychnął.
Ogromny kundel, autor tej kupy, warknął i szarpnął smyczą, próbując dosięgnąć kobiety. Bronisława cofnęła się, ukrywając urazę, która musiała znaleźć ujście.
Następnego ranka sąsiad zrozumiał, co to znaczy, gdy w nowych białych adidasach wszedł prosto w prezent pod drzwiami.
„Żebyś się skurczyła!” – wrzasnął, zmywając ślady swojego pupila.
Bronisławie się upiekło – chłopak nie wiedział, gdzie mieszka kobieta, która dotrzymała słowa. Przeklinając, wyrzucił buty do śmietnika.
A za białymi firankami uśmiechała się zadowolona, pewna siebie starsza pani. Od tamtej pory chodniki były czyste. Wieść o incydencie rozeszła się wśród właścicieli psów…
„W czym problem?” – patrzył dzielnicowy po pokoju, w którym Jasiek płakał w łóżeczku.
„Nic” – burknął Tomek. „Oglądałem mecz i za głośno komentowałem. No bo co to za gra, piłka w kółko, jakby ślimaki biegały!”
Kasia spojrzała na męża ze strachem. Wiedziała, że musi podtrzymać kłamstwo, bo inaczej będzie gorzej. Policjant spojrzał na nią pytająco. Nie dał się nabrać, ale bez jej zeznań nie mógł wlepić mandatu.
„Tak, to przez telewizor” – potwierdziła Kasia. „Przepraszam.”
Dzielnicowy westchnął. Zawsze tak – najpierw bronią oprawców, a potem może być za póA kiedy drzwi mieszkania Bronisławy zamknęły się za nią i Jaśkiem, Kasia po raz pierwszy od lat poczuła, że jest bezpieczna.

