Bezczelność bez granic, czyli czy warto wynajmować dom nad morzem rodzinie? Konflikt Natalii i Koli …

Bezczelność bez granic

Powiedz mi szczerze, Zosia zaczął marudzić Marek jaka jest właściwie różnica, komu wynajmiemy dom? Swoim czy obcym? Przecież złotówki są takie same.

Zosia właśnie skończyła wieszać pranie na balkonie. Lepiej byś się zamiast narzekać wziął i pomógł.

Mareczku odpowiedziała łagodnie mój drogi, różnica polega na tym, że od rodziny potem tych pieniędzy już nie wydusisz.

Masz na myśli Artura? ton Marka aż wykrzywił się z niesmaku Przecież Artur to mój brat! Na pewno zapłaci, dam ci sto procent gwarancji. Nawet nie prosił o zniżkę. Chce dom wynająć za pełną stawkę! Na całe lato. Sami nie będziemy musieli się szarpać ze szukaniem lokatorów.

Marek, to jest dom nad Bałtykiem. Chętnych na wynajem znajdę w pięć minut.

Wyjaśnij mi, po co ci tak bardzo, żeby wynajmować dom obcym?

Bo z obcymi wszystko jest proste: umowa, zaliczka, nie płaci wywalam i mam święty spokój. A rodzina zaczyna: oj, Zosiu, przecież widzisz, dzieci mamy, oj, przelejemy potem, oj, zepsuliśmy wam telewizor, ale przecież nie weźmiecie za to kary?. Wiesz, ile razy to widziałam? Sam nie masz pojęcia, jak to się kończyło.

Dom nad morzem Zosia dostała po rodzicach, którzy też go wynajmowali. Mieszkali w Gdańsku, dom nad Bałtykiem był solidnym dodatkiem do pensji. Zosia postanowiła robić to samo z jednym zastrzeżeniem: żadnych znajomych, żadnej rodziny. Bo patrzyła, jak jej rodziców ci przyjaciele regularnie wystawiali do wiatru.

I jak to się zwykle kończyło? zapytał mąż.

Tym, że rodzina nie tylko nie płaciła, nawet nie przepraszali! Jakby to taki problem było wpuścić ich na kilka noclegów! Nie, dom to interes, Marek. A nie darmowy pensjonat dla twojej rodziny.

Artur ostatnio postanowił, że trzy miesiące nad morzem to najlepsze, co może zrobić dla swojej żony i trójki dzieci. Lato w jego pracy było martwym sezonem, więc postanowił się nacieszyć życiem. Zosia zaś nawet przez sekundę nie wierzyła, że zamierza za to mieszkanie zapłacić.

Przecież Artur nie prosi, żebyś ich wpuściła za bóg zapłać! Marek próbował przekonać żonę. Zapłaci!

Wszyscy obiecują, że zapłacą.

Po co nam to? Na dom podsuwa się zawsze kolejka ludzi, którzy płacą rynkową cenę. Przyjeżdżają, podpisują umowę i śpię spokojnie. Nie. Żadnych krewnych. Żadnych przyjaciół. Z przyjaźnią nie łączę pieniędzy.

Pragmatyzm Zosi był nie do dyskusji, ale Marek wiedział, jak spróbować ją przełamać.

Dobrze. Nie wierzysz Arturowi. Ale mi wierzysz?

Zosia czekała, co dalej.

Wierzę. I co z tego?

Sam ci zapłacę, jeśli Artur spróbuje nas wystawić wypalił Marek, bohaterski aż śmiesznie.

Tylko, że to kiepski argument.

Genialne. Zapłacisz mi z naszego wspólnego budżetu.

No ale jak tak mówisz wykręcał się Mogę znaleźć sobie fuchę. Wieczorami czy w soboty. Wszystko, co zarobię, oddam tobie. To będą nie nasze, tylko twoje pieniądze. Dobrze?

Zosia nie sądziła, że to dla Marka aż tak ważne. Może, skoro tak wierzy w brata, i jej wypada zaufać

Ty potrafisz każdego zagadać. Dobra, cała odpowiedzialność na tobie. Ok.

Do lata był jeszcze spory czas, więc Zosia zdążyła trochę ochłonąć, a nawet uwierzyć Markowi.

Nadszedł czerwiec. I od samego początku były problemy. Marek dzwonił do Artura co trzy dni, niby z pytaniem, czy może by tak zaliczkę za miesiąc?. Zawsze słyszał te same zapewnienia.

Tak, Marek, wszystko luzik! Pieniądze? No czekam, aż klient wpłaci mi resztę za kontrakt. Pod koniec miesiąca mają być. Przeleję jak tylko dostanę. Sorry, no tak wyszło, ale nie przejmuj się!

Czerwiec się skończył.

Pieniędzy nie było.

Zosia, słowa dotrzymała cały miesiąc nie pytała, nie wtrącała się. Marek chciał wszystko sam załatwić, Zosia pozwoliła mu. Nie chciała mu podcinać skrzydeł, ale kiedy kolejny raz po rozmowie z bratem wrócił z niczym, spytała:

I jak? Zapłacił?

Klientom się jeszcze przelew opóźnia. Jak tylko dostanie Obiecał przecież!

Te same wymówki cały miesiąc.

W ustach Zosi cisnęło się złośliwe: No a nie mówiłam?.

O czym ja mówiłam? Z rodziną zawsze jest tysiąc ważnych powodów, żeby nie płacić na czas.

Zosiu, to zwykły przypadek! jęknął Marek Przecież nie robi tego specjalnie! Wiem, jak to wygląda ale po prostu się tak złożyło. Trochę cierpliwości.

Jasne, poczekamy do września, aż się spakują i powiedzą: Dzięki za wspaniałe wakacje, kiedyś ci oddamy?

Zosiu, przecież nic nie tracisz. Ja pójdę do pracy dorywczej.

Ty? Teraz od razu?

Marek złagodniał.

Daj mu jeszcze czas. Jeśli nie zapłaci, sam ci wypłacę skoro to dla ciebie takie ważne.

Sama cię nie zmuszałam do tych zobowiązań! To ty wyrywałeś się, żeby mi udowodnić, że twój brat to człowiek honoru! To udowodnij!

Od tej chwili atmosfera w domu zrobiła się ciężka. Marek trochę jakby stracił ochotę na rozmowę z żoną.

Lipiec. Żar, że nie dało się wytrzymać. Wieczorami Zosia przyłapywała Marka, że przeglądał w internecie ogłoszenia o pracę, ale po żadne nie dzwonił.

Marek, dziś trzydziesty. Dwie trzecie lata za nami, a my mamy na koncie okrągłe zero od Artura napomniała.

Na razie cisza Ale

Jak tylko, tak od razu.

Odda wszystko! Jeszcze coś dorzuci za zwłokę.

Przestałam wierzyć. Dałeś za niego słowo? Powiedziałeś: zapłacę. To gdzie twoja fucha?

Ewidentnie Marek już sam nie wierzył, że się dorobi na boku. Lepiej się obiecuje, niż haruje za dwóch.

Poszukam. Ale nic ciekawego nie ma Nie będę przecież nosił skrzyń. Z moim kręgosłupem.

Lepiej, żebyś przekonał do tego swojego brata. Obiecałeś mi. Albo idziesz i szukasz, albo ja dzwonię do Artura i mówię mu: jak do piątku nie mam połowy, wyrzucam ich zgodnie z prawem, a resztę ściągam sądownie.

Marek pobladł.

Nie dzwoń do Artura! Jaki sąd? Co potem powiem rodzinie? Matce? Że podałem brata do sądu, Zosia, nikt mnie nie zrozumie.

Artur płacić nie zamierzał, Marek nie miał ochoty ponosić odpowiedzialności za obietnice, z sądem też nie chciał mieć nic wspólnego. I nagle próbował zrobić z Zosi tą winną.

A wiesz co? Ty niby tak bardzo się o mnie troszczysz, o własnego męża! Ale nie szkoda ci, że będę tyrał wieczorami, żeby tobie, własnej żonie, oddać dług.

Nie zmuszałam cię do tego, Marek! Sam się zgłosiłeś.

No nie wiedziałem, że Artur nas zrobi w konia!

A ja wiedziałam odparła Zosia bo już to przeżyłam. Nieraz. Ale mnie nie posłuchałeś.

Dobra, już rozumiem! Marek zaczął grać ofiarę Ale i ty, Zosia! Zmuszasz mnie do harówki, jakby moje zdrowie ci w ogóle nie leżało na sercu! Może dostanę zawału przez twoje parcie na te, niech sobie będą przeklęte, pieniądze?

Niczego nie żądam poza tym, żebyś dotrzymał słowa, które SAM dałeś.

Świetnie! krzyknął Marek Znajdę dodatkową pracę, oddam za Artura, dobrze? Skoro ci te pieniądze ważniejsze niż ja!

Transakcja rozpadła się na jego warunkach, ale Zosia i tak wymusiła swoje Marek poszedł pracować jako kurier. Wieczorami patrzył na Zosię z nienawiścią.

Wszystko przez ciebie rzucił któregoś dnia.

Przeze mnie?

Tak!

Może przynajmniej w końcu coś zrozumiesz powiedziała Zosia Łatwo jest być dobrym dla innych za cudzy rachunek. Zapłać za brata to wyciągnij wnioski.

Chociaż w głębi duszy liczyła, że Artura ruszy sumienie i może chociaż pod koniec zapłaci. I kiedy tylko to pomyślała Artur sam do niej zadzwonił. Do niej, nie do Marka.

Może się pomyliła? Może w końcu przeleje pieniądze?

Zosiu, mam sprawę

Artur, nie mam czasu na twoje sprawy. Za sierpień miała już być zapłata, a my wciąż czekamy za lipiec. To już nie mój problem. To problem Marka, który wziął za ciebie odpowiedzialność.

No wiem, Marek mi mówił! Biedny on u ciebie. Ale posłuchaj mam kłopot. Samochód nawalił i wszystko poszło na naprawę. Muszę jakoś wrócić z rodziną, a za dom może kiedyś

Przewidywalne.

Zosia rzuciła słuchawką.

Marek już wszystko wiedział, patrząc na jej twarz.

Dobrze przyznał pomyliłem się, ufałem mu za bardzo. Ale ty ty nie dajesz mi prawa do błędu! Zamiast pomagać, dobijasz

A co miałam zrobić? Udawać, że wszystko w porządku i pozwolić wam mieć darmowe wakacje? Pamiętasz, kto sam się wyrywał, że za niego zapłaci?

Tak, ja! warknął Marek Ale nie myślałem, że tak łatwo zgodzisz się na to, żebym poświęcał dla ciebie zdrowie! Zastanawiasz się w ogóle nad mną?

A twój brat nad tobą?

On nie jest zły, po prostu tak wyszło

No pięknie. On nie jest zły, robiąc mnie na szaro i pakując ciebie w bagno, a ja, która się upominam o swoje, jestem zła?

Marek był zmieszany.

Wygląda na to, że przed nimi trudny czas w małżeństwie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × trzy =

Bezczelność bez granic, czyli czy warto wynajmować dom nad morzem rodzinie? Konflikt Natalii i Koli …