Bez wahania ruszyliśmy na ratunek młodej dziewczynie, która była w ciąży. Po latach okazało się, że los się odwrócił

Miałam 20 lat, mój narzeczony Adam i mój mały synek Pawełek, spacerowaliśmy wieczorem po parku i wtedy usłyszeliśmy krzyk kobiety. Mój chłopak nie zastanawiał się długo i ruszył w tamtym kierunku, a ja za nim. Dziewczyna krzyczała trzymając się słupa, a obok niej stało dwóch mężczyzn, jeden wyrywał jej torbę, a drugi łapał ją za gardło i zamykał ręką usta.

Adam uderzył od tyłu mężczyznę, który trzymał dziewczynę za szyję, ten zataczając się, osunął się na ziemię. Drugi napastnik też dostał cios, puścił torbę, która wpadła za ławkę, upadł. Adam podskoczył do pierwszego i ponownie uderzył go w głowę, ponieważ chciał rzucić w nas kamieniem. W sumie dwóch mężczyzn leżało na trawie, mój narzeczony przygotowywał się do dalszej walki, ale do niej nie doszło. Jeden mężczyzna wstał i krzyknął:

– Idziemy stary! Idziemy!

Zabrał swojego przyjaciela i odciągnął go od nas. Podeszłam do dziewczyny i zaczęłam ją uspokajać, zwróciłam uwagę, że jest w ciąży, jest zdrowie było zagrożone. W końcu położyliśmy ją na ławce, daliśmy jej wodę, zabraliśmy do domu.

Dzień później spotkała się z nami w parku. Był z nią mąż, który podszedł, uścisnął nam dłoń i serdecznie podziękował za uratowanie jego żony i dziecka, prosząc o odwiedziny. Powiedział, że gdybyśmy czegoś potrzebowali, mamy do niego zadzwonić, podał numer telefonu.

Nie przyjęliśmy ich propozycji, bo wkrótce potem przenieśliśmy się do innej dzielnicy i zapomnieliśmy o tej rodzinie.

Było to 23 lata temu, nasz Paweł dorósł i zaczął spotykać się z dziewczyną, miłą, wykształconą, uroczą. Bardzo ją polubiliśmy i często męczyliśmy naszego syna, żebyśmy spotkali się z jej rodzicami. Bardzo chcieliśmy ich poznać, nie mogliśmy wypuścić takiej synowej.

Wtedy nastąpiła katastrofa, mój mąż miał chore serce, został przewieziony do szpitala. Padła nieoczekiwana diagnoza, przewlekła niewydolność serca, wymagająca przeszczepu serca i dużych nakładów finansowych na operację. To, co było wtedy dostępne, nie wystarczyło, zaczęliśmy zbierać pieniądze od rodziców i rodziny. Potem przyszedł nasz syn, który powiedział, że powiedział swojej dziewczynie o naszej tragedii, że ma pomocnych i dosyć zamożnych rodziców, poprosił ich o pomoc. Pomyślałam wtedy: „Nie tak mieliśmy ich poznać”.

Rodzice dziewczyny przyszli do szpitala, żeby zobaczyć się z moim mężem, odwiedzić go i jednocześnie porozmawiać z nami. Szczerze mówiąc ja ich nie poznałam, ale oni od razu rozpoznali mnie i mojego męża, mimo że minęło tyle lat. Weszli do pokoju, zatrzymali się, rozmawiali ze sobą, ona płakała, ale on podszedł, potarł rękę mojego męża, odwrócił się do mnie i powiedział:

– Damy Wam tyle pieniędzy, ile będzie potrzeba. Już się domyśliłaś, że ta dziewczyna, którą ratowaliście przed napastnikami, to moja żona?

Byliśmy w takim szoku, że słowa nie są w stanie tego wyrazić. Ludzie pamiętali o nas od tylu lat, a nasze dzieci również spotkały się, aby związać swoje życie.

Mąż przeszedł operację, teraz jest już zdrowy, nasza rodzina wkrótce będzie się bawić na weselu syna, a my, oprócz pięknej synowej, znaleźliśmy wspaniałych przyjaciół.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − pięć =

Bez wahania ruszyliśmy na ratunek młodej dziewczynie, która była w ciąży. Po latach okazało się, że los się odwrócił