Bądźcie moją rodziną

Zima cicho wkradła się do miasta, pozbawiając jesień ostatniego ciepła. Jeszcze niedawno padał deszcz, a teraz jest prawdziwa zimowa bajka. Świeżo spadły śnieg, wesoło chrzęści pod stopami, a drogi są tak białe, że wydają się nie mieć końca, zlewając się z niebem. Jaskrawe okna reklamowe, zwiastują rychłe nadejście Nowego Roku – święto wielkich nadziei i nowych planów.

Tylko że Ola, zupełnie zapomniała o zbliżających się wakacjach, bo podjęła pracę na pół etatu. Została sama ze Stasiem, gdy jej mąż odszedł do innej osoby. Matka Oli zmarła dawno temu, więc nie oczekiwała od nikogo pomocy.
Ze względu na częste przeziębienia Stasia, kobieta nie może znaleźć stałej pracy i dobrze zarabiać. Nikt nie chce pracownika, który ma miesięczne zwolnienie lekarskie. Przez większość czasu, Ola piekła ciasta i pierniki z rysunkami do sprzedania. Ostatnio ludzie nie kupują zbyt wiele.

Kobieta bardzo ciężko znosiła Stasia, mimo że bardzo go kochała. Źle spała, rozmyślając o swoim życiu. Dlaczego los tak ją potraktował? Dlaczego wszystkie kobiety, które znała, miały troskliwych mężów, którzy uwielbiali swoje rodziny? Co zrobiła źle?

Ciężkie myśli, doprowadzały Olę do rozpaczy. Wydawało się, że bieda jest beznadziejna, a prawdziwe życie nigdy nie nadejdzie. Staś coraz częściej pyta o tatę i z politowaniem obserwuje pełną rodzinę na placu zabaw. Często maluch podbiega do mężczyzn, którzy wyszli z dziećmi, aby pokazać im nowy samochód.

Pewnego dnia w supermarkecie, Ola wybierała barwniki spożywcze do pracy. Nagle zawołała ją znajoma.

– Ola? Ola, to Ty! – Krzyknęła wysoka, zadbana kobieta.

– Tak, to ja. A Ty? – Mruknęła niepewnie.

– Wyglądasz inaczej! Na początku, nie poznałam swojej koleżanki z klasy! To ja, Marta Kaszowiak!

W szkole dziewczyna nie wyróżniała się urodą, a chłopcy nie zwracali na nią uwagi. Nazywają ją „pospolitą”. Nie ma już śladu po niepewnej siebie dziewczynce. Marta szczęśliwie wyszła za mąż i wyjechała do Japonii, gdzie obecnie mieszka z rodziną. Przed wakacjami przyjechali w odwiedziny do jej rodziców. Marta uważnie słuchała opowieści Oli, a będąc ekspresyjną, czasami krzyczała:

– Nie, co za łajdak, co? Zrobił dziecko i uciekł!

Ola chciała płakać, ale nie było już łez, bo co wieczór, płacząc, robiła sobie wyrzuty, że wybrała takiego człowieka.

Koleżanka z klasy, pomogła Oli, przekazując jej pieniądze, choć ta nie chciała ich przyjąć. Marta opowiadała o japońskiej kulturze, życiu i zwyczajach.

– Pracują tak ciężko, że nie mogą nawet mieć psa, a co dopiero rodziny! – Powiedziała mi, popijając kawę.

– Obecnie popularny jest „wynajem rodziny”. – Jak to możliwe? – Ola była zdumiona.

– Tak po prostu! Ludzie zamożni są bardzo samotni, kochanie. Chcieliby przyjechać do przytulnego mieszkania, w którym będą mile widziani. Tak, żeby dziecko biegło na spotkanie z ojcem z pracy, a żona żeby się nimi zajmowała. Jednak z natury są pracoholikami, więc nie znajdują czasu na życie prywatne, a potem są gotowi zapłacić nawet za ludzkie ciepło.

Kiedy Ola wróciła do domu, zastanawiała się nad słowami Marty.

– Co za fantazja! – Zaśmiała się, lecz wpadła na pewien pomysł. Nie zwlekała z nim długo i umieściła ogłoszenie na znanej stronie internetowej i poszła spać.

Po drugiej stronie miasta, mieszkał Michał, właściciel dużej firmy. Będąc młodym, zignorował wszystkie uroczystości, nie rozumiejąc panującego wokół trendu. – To wszystko jest komercyjne – podsumował chłodno Michał. Facet z zapałem zarabiał pieniądze, a wszystko inne przeszło mu koło nosa.

Minęło wiele lat i udało mu się założyć dochodową firmę, ale luksusowe mieszkanie było jak krypta. Z każdym dniem spędzonym w samotności, jego dusza bolała coraz bardziej. Powtarzając jak mantrę, że sam sobie poradzi, przyłapał się na zupełnie innych myślach.

Pewnego dnia, mężczyzna podszedł do jednego z okien panoramicznych i zauważył sympatyczną rodzinę. Kręcili się wesoło po sklepach, ładując torbę za torbą do bagażnika samochodu. Dzieci urządziły sobie prawdziwą bitwę na śnieżki, a rodzice dołączyli do nich z gromkim śmiechem. Potem wszyscy razem – mokrzy, ale szczęśliwi – pobiegli wybrać choinkę.

Michał uśmiechnął się szczerze, a w oczach surowego mężczyzny pojawiły się łzy. W tym momencie, stało się dla niego coś nowego. Michaił po raz pierwszy pomyślał o rodzinie i o tym, dlaczego jeszcze jej nie założył. Jeśli istniałby Święty Mikołaj, wiedział dokładnie, jakie życzenia mógłby mu złożyć.

Na jednej ze stron internetowych, Michał przypadkowo znalazł ogłoszenie Oli. „Jeśli jesteś samotny, ale jesteś dobrą osobą, która chciałaby ciepła i opieki, moglibyśmy spędzić razem święta. Ja i mój syn nie jesteśmy Gwiazdką i Świętym Mikołajem, ale przyjdziemy z prezentami i wspaniałym nastrojem. Jeśli będziesz nas potrzebował – zadzwoń”.

Przez jedną minutę człowiek uznał, że magia istnieje. Wybierając numer, Michał obawiał się, że to czyjś głupi żart. Jego rozmyślania, przerwał zakłopotany głos Oli, zapomniała o tym ogłoszeniu.
Po dłuższej rozmowie, postanowili się spotkać. Kobieta bała się iść do domu nieznajomego mężczyzny, więc najpierw udali się na plac zabaw dla dzieci. Tam bawili się ze Stasiem, biegali po wszystkich konstrukcjach i skakali na trampolinach. Michałowi wydawało się, że oni naprawdę są rodziną.

Często spotykali się w różnych miejscach, ale pewnego dnia Michał zaprosił swoich nowych znajomych do domu. Po wejściu do mieszkania, Stać przeciągnął się ze zdziwienia:

– Jakie masz duże mieszkanie, wujku! Czy można tu latać samolotem?

Michał roześmiał się, gdy usłyszał tę sugestię. Nagle uświadomił sobie, że zapomniał o choince i dekoracjach noworocznych. Pozostawiając Olę w domu, mężczyzna podjął się zadania. Wybrał największą i najbardziej puszystą piękność, a potem kupił dekoracje.

Cały wieczór spędzili na dekorowaniu choinki, a potem pomagali Oli w kuchni. Michał nie chciał puścić ich do domu, ale bał się o tym powiedzieć. Czuł, że Ola nie zrozumie takiej presji, a on ich straci.

Za każdym razem po wspólnej zabawie, Michał odwoził ich do domu. Pewnego dnia, w pobliżu wejścia, zauważyli człowieka, który wiercił się z nogi na nogę. Był to ojciec Stasia, który został porzucony przez kochankę. Mężczyzna pamiętał o swojej rodzinie i czekał na jej powrót.

Obserwując z samochodu, Michał poczuł zazdrość. Wyobrażał sobie, że Ola wybaczy swojemu zaniedbanemu małżonkowi, aby Stasiu mógł mieć znowu przynajmniej takiego tatusia. W przypływie emocji Michał wyskoczył z samochodu i powiedział:

– Człowieku, czego Ty chcesz? To jest moja rodzina i wracamy do domu. Ola nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, bo w tym czasie bardzo polubiła Michała. Nie śmiała marzyć o niczym więcej. Stasiu przylgnął do niego, jakby był jego własnym ojcem. Od tamtej pory, nie rozstali się, a jej były mąż, nigdy nie próbował ponownie połączyć rodziny.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + dwanaście =

Bądźcie moją rodziną