Mam na imię Kamila i miałam zaledwie sześć lat, gdy zmarła moja matka. Dwa lata później mój ojciec ponownie się ożenił. Macocha wkrótce urodziła ojcu długo oczekiwanego syna, a ja zostałam zamieniona w darmową opiekunkę do dzieci, sprzątaczkę i kucharkę. Rodzina traktowała mnie okropnie. Nosiłam ubrania, z których już dawno wyrosłam, podczas gdy mojemu bratu kupowano wszystko, co nowe i piękne: zabawki i ubrania.
Kiedy Igor dorósł, przeniesiono mnie do małego pokoju na poddaszu, a brat zamieszkał w moim pokoju. Dobrze, że chociaż nikt mnie nie bił, chociaż ich obojętność wobec mnie, bolała równie mocno. Byłam poniżana przez ojca, machochę, a gdy brat podrósł, również przez niego. Codziennie mówiono mi, jaka jestem brzydka i głupia i, że jedyne, co mnie czeka w życiu, to bieda i nędzna praca. Macocha powtarzała mi, że jak tylko skończę 18 lat, to po prostu wyrzuci mnie z mieszkania.
W czasie wakacji często jeździłam do babci, ale ona też mnie nie lubiła. Nienawidziła zarówno mnie, jak i mojej matki. Pewnego razu dowiedziałam się, że od początku była przeciwna małżeństwu jej syna z moją mamą. Kiedyś wykrzyczała mi, że cieszy się, że mama umarła. Pamiętam jak płakałam całą noc w poduszkę, ale jej to nie obchodziło. Nie wiem dlaczego nie oddali mnie do sierocińca, skoro mnie nie kochali.
Kiedy do moich 18 urodzin zostały dwa miesiące, podsłuchałam rozmowę macochy z ojcem. Macocha bardzo się bała, że nie zgodzę się na to, czego ode mnie chcą. Chcieli, abym przepisała na nich mieszkanie, w którym wszyscy mieszkaliśmy i, które zapisała mi moja mama przed śmiercią. Ojciec upierał się, że ja wszystko zrobię jak należy i macocha nie powinna się martwić. Wtedy miałam już naprawdę dość tego życia. Zarówno macocha, tata, jak i mój młodszy brat robili mi emocjonalną krzywdę.
Bardzo cieszyłam się na moje osiemnaste urodziny. W dzien urodzin po raz pierwszy od wielu lat mieliśmy w naszym domu gości. Zaproszono babcię, ciotki i wujków. Zjedliśmy herbatę i ciasto. A potem babcia powiedziała:
– Kamila, teraz chyba już możesz myśleć o wyjściu z domu?
– Gdzie ja mam iść? – Zrobiłam zdziwione oczy.
– Jesteś już dorosła i zdana na siebie. Jesteś teraz odpowiedzialna za swoje własne działania! Musisz podziękować rodzinie, która tak wiele dla ciebie zrobiła. Jutro pójdziesz do notariusza i przepiszesz mieszkanie na swojego ojca. Twoja matka zapisała ci je w spadku, ale to nie jest sprawiedliwe! Po ślubie zamieszkali w nim i obiecała, że to będzie ich wspólne mieszkanie, jednak potem kiedy zachorowała na raka, z jakiegoś powodu dała je tobie. Twój ojciec cię wychował, więc teraz musisz mu się odwdzięczyć!
Uśmiechnąłam się i powiedziałam:
– Jestem wam wszystkim bardzo wdzięczna! A teraz spakujcie swoje rzeczy i wynoście się z mojego mieszkania! Daję wam tylko dwie godziny na spakowanie się! Potem wszystko wyląduje w koszu!
Po moich słowach, rozpętała się prawdziwa awantura! Macocha krzyczała, że mnie nienawidzi i że mnie zabije! Ojciec uderzył mnie w twarz! A rodzice mojej macochy mówili, że nie można oczekiwać wdzięczności od cudzych dzieci. W każdym razie po kilku godzinach zostałam sama w mieszkaniu.
Tydzień później przyszedł do mnie ojciec. Powiedział, że skoro nie przepisałem na niego mieszkania, to będę musiała oddać mu wszystkie pieniądze, które przez lata na mnie wydał. Po czym dał mi kartkę papieru. Na niej było napisane, ile jestem mu winna pieniędzy: za jedzenie, za ubrania, za rachunki za media. Według niego byłam mu winna małą fortunę. Byłam po prostu zszokowana! Czyżby ojciec zapomniał, że jest zobowiązany do utrzymywania mnie, aż do pełnoletności?
Znalazłam pracę. Teraz co miesiąc oddaję ojcu jedną trzecią mojej pensji. Wiem, że nie muszę, ale chcę miec świadomość, że już nic nie muszę zawdzięczać temu człowiekowi i wten sposób poczuję się wolna.



