Mamy syna, który około 2 lat temu związał się z dziewczyną o imieniu Iwona. Krótko potem przedstawił ją nam i tak naprawdę od początku bardzo się nam spodobała. Była odpowiedzialna i poważnie myślała o życiu, więc od razu znaleźliśmy z nią wspólny język. Poza tym była bardzo miła, odnosiła się do nas w sposób kulturalny i z należytym szacunkiem.
Kolejne 2 lata później nasz syn poprosił ją o rękę. Z żoną patrzyliśmy na to z boku i sądziliśmy, że Grzesiek wybrał sobie dobrą kandydatkę na żonę. Trzy tygodnie od oświadczyn zorganizowaliśmy spotkanie z przyszłymi teściami naszego syna. Przyszła synowa ciągle powtarzała, że jej rodzice to zwykli, prości ludzie, którzy nie mają ogłady i nie znają manier. My jednak nie przywiązywaliśmy do tego zbytniej uwagi. Matka Iwony miała na imię Franciszka, a ojciec – Wojciech.
Okazało się, że Wojciech od kilku miesięcy jest bezrobotny. Franciszka twierdziła, źe jej mąż nigdzie nie pracuje i nie szuka aktualnie pracy, ponieważ ma problemy zdrowotne. Wojciech ogólnie przez cały czas praktycznie milczał, za to jego żona gadała jak najęta. Chciała, aby wesele młodych odbyło się w restauracji znajmującej się na ich osiedlu. Dodała także, że chcą zaprosić całą rodzinę, więc akurat taka duża sala idealnie się nada. Nie bardzo spodobała nam się ta propozycja, ponieważ rozmawialiśmy o tym z młodymi i wspólnie zdecydowaliśmy, że lepszą opcją będzie mała restauracja i skromne przyjęcie weselne z małą ilością gości. Młodzi podczas tego spotkania także powiedzieli, że wolą takie rozwiązanie, więc na szczęście temat szybko został zamknięty.
Już w trakcie wesela rodzice Iwony zachowywali się bardzo nieodpowiednio. Wtedy też zrozumieliśmy, że ciężko będzie się nam z nimi dogadać. To wszystko potwierdziło się później – już miesiąc po ślubie naszych dzieci Franciszka zadzwoniła do nas i poprosiła o pożyczkę. Kiedy jej odmówiliśmy mówiąc, że nie mamy takich pieniędzy, zaproponowała, abyśmy wzięli kredyt w banku na siebie, a oni będą płacić raty. Powiedziała, że mają problemy finansowe, a my teraz przecież jesteśmy rodziną, więc powinniśmy sobie pomagać. Oczywiście i na to się nie zgodziliśmy, więc Franciszka nazwała nas egoistami i skąpcami. Wówczas wraz z żoną zdecydowaliśmy o tym, że najlepiej będzie ograniczyć z nimi kontakty.
Dziesięć dni po tym incydencie Franciszka zadzwoniła do naszych drzwi. Stała na progu zakłopotana i nie wiedziała, jak ma to powiedzieć. Okazało się, że Wojciech wyrzucił ją z domu. Pozwoliliśmy się jej u nas na jakiś czas zatrzymać. Problem w tym, że mieszka już z nami od miesiąca. Zachowuje się od samego początku jak u siebie i rozkazuje nam, dyktuje warunki. Najgorsze jest to, że póki co nie chce godzić się z mężem, a my, jako dobrzy ludzie, nie możemy jej ot tak wyrzucić na ulicę. Nasza cierpliwość jednak już się kończy. Że też tam nam się „poszczęściło” ze swatami!
Syn prosi jeszcze o kapkę cierpliwości i zapewnia, że niebawem wszystko wróci do normy, a teściowa wróci do swojego domu. Prosi, żeby się nie kłócić i nie psuć relacji już na samym początku. Chcę pomóc synowi i tylko z jego powodu znoszę tę okropną kobietę w naszym domu. Nie rozumiem jednak, jak dorośli ludzie mogą zachowywać się w ten sposób?
W dodatku ona ani razu nie zaproponowała, że dołoży się do zakupów czy do rachunków. To naprawdę ogromna bezczelność!
