Adoptowany syn, zmuszał nas do sprzedaży domu, aby pomóc swojej biologicznej matce

Mój mąż i ja przez długi czas nie mogliśmy mieć dziecka. Po latach „cichego” życia, postanowiliśmy je adoptować. Zostaliśmy rodzicami 2-letniego chłopca i nazwaliśmy go pięknym imieniem Beniamin. Zdecydowaliśmy się nie trzymać tego faktu w tajemnicy. Kiedy Beniamin miał 5 lat, powiedzieliśmy prawdę, ale okazało się, że na próżno. W wieku 16 lat, syn zaczął dziwnie zachowywać się wobec mnie i ojca. Myśleliśmy, że zaczął mieć humory nastolatków, ale najwyraźniej bardzo się myliliśmy. Z czasem stosunki z Beniaminem tylko się pogarszały. Często zaczął nas oskarżać, o odebranie go biologicznej matce. Potem w ogóle zaczął nas źle oceniać. Kłótnie stały się nieuniknioną częścią codziennej rutyny w naszym domu. Mając 19 lat, zmienił nazwisko, argumentując tym, że potrzebuje wolności wyboru. Nie mieliśmy nic przeciwko temu, żeby wrócił do spokojnego życia.

Rok później syn oświadczył, że chce mieszkać ze swoimi prawdziwymi rodzicami i opuścił dom, pakując swoje rzeczy w mały plecak. Najpierw mój mąż i ja próbowaliśmy go znaleźć, a potem zdecydowaliśmy, że musi się poparzyć raz, aby docenić naszą opiekę. Przez sześć miesięcy, syn nie kontaktował się z nami. Straciliśmy go i zostaliśmy sami. Udało mi się jakoś wejść na trop biologicznych rodziców Beniamina. Okazało się, że nie miał ojca – matka miała 17 lat gdy zaszła w ciąże z przypadkowym mężczyzną i od razu oddała dziecko do sierocińca. Zarówno krewni, jak i matka chłopca nie chcieli się z nim komunikować, ale chłopak był wytrwały. Postanowiłam już nie wtrącać się w życie syna. W końcu to jego wybór i nie jest ona na moją korzyść. Nie mogę zmusić go do kochania. Kilka miesięcy później, syn zadzwonił do nas i powiedział, że chce się spotkać.

Myśleliśmy, że się zmienił i chce naprawić z nami kontakt. Z perspektywy czasu, powiem, że się myliłam. Zażądał od nas pieniędzy, na leczenie swojej matki. Żyliśmy biednie i nie mieliśmy oszczędności. Syn zaproponował nam sprzedaż domu i przeprowadzkę do mieszkania. Oczywiście, odmówiliśmy. Dlaczego mielibyśmy pomagać obcym ludziom, tym bardziej, że poza tym domem nie mieliśmy nic więcej. Syn krzyczał na nas, groził i pobiegł do domu, aby szukać dokumentów. Tutaj nasze nerwy nie wytrzymały. Wyrzuciliśmy go z domu i już o nim nie wspomnieliśmy. Moi rodzice obwiniali nas za ten incydent, nie pozwalali nam o nim zapomnieć, ale po jego słowach, nie patrzyłam na niego oczami matki. Stał się dla mnie obcym człowiekiem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć − 6 =

Adoptowany syn, zmuszał nas do sprzedaży domu, aby pomóc swojej biologicznej matce