Moje małżeństwo powoli rozpada się przez ciągłe kłótnie o dorosłą córkę mojej żony, którą ma z poprzedniego małżeństwa.
Z Aliną jesteśmy 1,5 roku po ślubie, a jej córka Tola ma 18 lat. Jest niezwykle leniwą dziewuchą – wszędzie robi bałagan, nie potrafi zmyć nawet po sobie talerza ani pościelić łóżka. Nie ma też mowy o tym, że pomoże w domu. Moje prośby zwykle nie są spełniane, bo ona ciągle się wykręca brakiem czasu albo magicznie, gdy ma poodkurzać mieszkanie, zaczyna ją boleć głowa. Czasami też twierdzi, że zrobi to później, ale oczywiście to tylko puste obietnice, które nie zostają spełnione. Przez to wszystko między mną a moją żoną dochodzi do częstych kłótni, ponieważ ona ją ciągle broni.
Nie dość, że nie uczy jej porządku, to jeszcze wszystko robi za nią. Sprząta jej w pokoju, zmywa po niej naczynia, układa ciuchy w szafie. Szczerze mówiąc to obchodzi się z nią jak z jajkiem i traktuje jak dziecko, mimo, że to dorosła kobieta i może zająć się sobą, ale też mogłaby pomóc i odciążyć swoją matkę w obowiązkach. Tłumaczyłem to już setki razie żonie, że ja nie czepiam się tego tylko dla zasady, ale widzę, że jej córka po prostu ją wykorzystuje. Poza tym jest jak kaleka, bo nic nie potrafi sama zrobić. Ona nawet nie wie, jak nastawić pranie!
Tak, Tola jest w klasie maturalnej, ale czy to jest usprawiedliwienie na jej lenistwo? Ja w jej wieku uczyłem się i już pracowałem, a jakoś potrafiłem po sobie zmyć naczynia i wcale od tego korona mi z głowy nie spadła. Alina jednak uważa, że jej córka jest przeciążona nauką i nie powinniśmy jej obciążać jakimikolwiek obowiązkami, bo to źle wpłynie na jej wyniki i jeszcze nie dostanie się na wymarzone studia.
Czy ja naprawdę w tym wszystkim jestem taki zły? Czy nie mogę wymagać, aby 18-latka po sobie posprzątała? Alina myśli, że jestem przeciwko jej córce, a ja tylko chciałbym ją nauczyć porządku.

